Prezes UKE nie radzi sobie z egzaminami

publicystyka

logoUKETo już ponad rok kiedy na świecie ogłoszono stan pandemii wirusa SARS Cov-2 (Covid 19). Sytuacja dotknęła wszystkie sfery życia w tym działalność krótkofalarską. Sparaliżowany też został Urząd Komunikacji Elektronicznej. Od ponda sześciu miesięcy nie odbywają się egzaminy na świadectwo operatora w służbie radiokomunikacyjnej amatorskiej. A to przecież jedyny sposób na to aby otrzymać indywidualne pozwolenie i znak wywoławczy w Polsce. I nie było by w tym nic nadzwyczajnego przecież to wszystko z powodu pandemii i nałożonych przez administrację rządową ograniczeń. Niestety sytuacja ta pokazuje jasno i wyraźnie, że polski regulator jakim jest UKE  nie jest przygotowany do funkcjonowania w warunkach innych niż normalne. A utrzymywany kurczowo i z dużą determinacją archaiczny  system egzaminacyjny nie przystaje do XXI wieku.

 

W utrzymaniu takiego stanu ochoczo i z radością wspiera urzędników UKE Polski Związek Krótkofalowców, organizacja której zwłaszcza gremia kierownicze  nie potrafią wyzwolić się z nawyków i procedur funkcjonowania jak w czasach minionego ustroju. Brak egzaminów na licencje to również brak nowych krótkofalowców. To, że UKE nie jest tym zainteresowane, nie powinno nikogo dziwić. Ale, że nie jest tym w ogóle zainteresowany Polski Związek Krótkofalowców to już zaskakuje. W roku 2012 dokonano po wielu trudach zmiany w ustawie Prawo Telekomunikacyjne i zapisano możliwość powierzenie egzaminów organizacji zrzeszającej radioamatorów. W czasie prac parlamentarnych zarówno ówczesna wiceminister Małgorzata Olszewska, jak i przedstawiciele UKE mówili że wprowadzenie nowego zapisu pozwoli na przetestowanie możliwości oddania organizacjom egzaminów. Minęło 9 lat i Prezes UKE nie potrafił powierzyć tych egzaminów żadnej organizacji. Nie potrafi też zorganizować te egzaminy w czasie pandemii. Nie potrafi? A może zwyczajnie nie chce? W innych krajach bardzo szybko po pierwszej fali epidemii Covit-19 przywrócono egzaminy, a w USA nawet sytuacji epidemicznej w egzaminach nie odczuł nikt. Było to możliwe bo system egzaminacyjny oparty jest tam od lat o środowisko radioamatorskie.  W wielu krajach dostrzeżono już dawno, że egzaminy warto przekazać w ręce radioamatorów, odciążając tym samym administrację państwową i usprawniając jednocześnie funkcjonowanie systemu. Jest to możliwe, bo podobnie jak w Polsce egzaminy te NIE SĄ EGZAMINAMI ZAWODOWYMI (a wiec kwalifikacyjnymi).  Oczywiście w różnych krajach różnie to wygląda. Np. amerykański system egzaminacyjny pozwala na prowadzenie egzaminów na amerykańską licencję amatorską  w dowolnym miejscu na świecie po uprzednim umówieniu się z egzaminatorem. I tak wiele osób zdaje ten egzamin podczas największej imprezy krótkofalarskiej w Europie odbywającej się rokrocznie w Niemczech nad Jeziorem Bodeńskim. Brytyjski model egzaminów w okresie pandemii przeszedł największe zmiany i wprowadzono możliwość zdawania egzaminów przy spełnieniu określonych warunków on-line. Francuski model egzaminu jest modelem mieszanym pozwalającym zdawać  zarówno przed egzaminatorem jak i w ośrodku egzaminacyjnym.

Od wielu lat cześć organizacji radioamatorskich w Polsce proponuje zmienić system egzaminacyjny i całkowicie je przejąć. Proponują przy tym przeprowadzanie ich na wzór amerykański jako najbardziej elastyczny i jednocześnie przez wiele lat sprawdzony. Te propozycje torpedowane są skutecznie od lat przez część urzędników UKE wspieranych skutecznie przez Polski Związek Krótkofalowców. Urzędników UKE można zrozumieć – oddając egzaminy tracą też możliwość drobnego dorabiania sobie do pensji.  A czym się kieruje PZK , a dokładnie kierownictwo tej organizacji?   Można odnieść wrażenie, że działacze tej organizacji świadomie działają na szkodę własnej organizacji, co więcej tworzą nieformalne układy z przedstawicielami UKE mające na celu tworzenie systemu korzystnego tylko dla PZK, ale na pewno nie z korzyścią dla całego środowiska radioamatorskiego.   Tu warto przypomnieć, że do PZK należy tylko około 25% polskich radioamatorów. Może warto uzmysłowić Prezesowi UKE, że  wg oficjalnych harmonogramów nie przeprowadzono w ostatnim czasie około 34 egzaminów. Zakładając ostrożnie 20 osób na egzamin, nie dano szansy na uzyskanie pozwolenia ponad 600 osobom. Część z nich już nigdy do egzaminu nie przystąpi. Ale czy to obchodzi Prezesa UKE i Prezesów z PZK? Raczej niekoniecznie. Nie świadczy to też dobrze o zdolnościach organizacyjnych Urzędu Komunikacji Elektronicznej i Jego Prezesa.
Warto też przypomnieć Prezesowi UKE i Prezesom z PZK, że w latach 60 ubiegłego stulecia, w okresie wzmożonej kontroli krótkofalowców przez organa Milicji Obywatelskiej, egzaminy na tzw. „świadectwo uzdolnienia” były prowadzone przez jedyną wtedy legalną organizacje krótkofalowców czyli przez Polski Związek Krótkofalowców czyli przez radioamatorów a nie urzędników. Ten zdumiewający fakt łatwo jest sprawdzić i potwierdzić w archiwach UKE.

Tekst publicystyczny
strzalka czerw Powrót